Gdy Scott prawie
zdążył jej powiedzieć, jak to się stało, przez drzwi przeszli Deaton i Melissa.
Przerwał historię, gdy ujrzał ich wystraszone miny. Allison nie była jedyna
niespodzianką w tym dniu.
Kobieta z początku
nie wiedziała, co ma zrobić. Przecież dziewczyna nie żyła od prawie miesiąca.
Lecz po chwili podeszła do niej i ją przytuliła. Tamta oddała uścisk, lecz po
chwili go przerwała. Nadal czuła się niekomfortowo, mimo że zaufała chłopakowi.
Melissa podeszła
więc do syna.
-Scott, dzwonił
Szeryf. Stiles zaginął, a Lydia się załamała. Musisz do niego jechać –
powiedziała, podając mu telefon.
Chłopaka zalała
fala niepokoju. Przypomniał sobie krzyk Lydii, tak straszliwy i pełen bólu.
Wiedział, że coś strasznego musiało się stać z jego najlepszym przyjacielem,
więc mimo tego, że właśnie odzyskał Allison, musiał wyjść. Podszedł do
dziewczyny.
-Jesteś
bezpieczna, Deaton i moja mama zajmą się tobą, to dobrzy ludzie. Niedługo wrócę
– powiedział i wyszedł, po drodze biorąc od mamy kluczyki do auta.
Nie mógłby się
domyśleć, że ona chciałaby iść z nim. Bo mimo że te imiona nic jej nie mówiły,
poczuła coś na podobieństwo rozpaczy, gdy je usłyszała. Pomyślała, że musieli
być dla niej bardzo ważni, ale też o nich zapomniała. Tylko czemu?
-
Dom Martinów nie
leżał daleko. Szeryf szybko odwiózł Lydię i, podczas gdy ona zamknęła się w
pokoju, on próbował wytłumaczyć Natalie jej stan.
Zielonooka
patrzyła się tępym wzrokiem w jaskraworóżową tapetę. Nadal nie odezwała się ani
słowem. Nie mogła. Regeneracja strun głosowych już się rozpoczęła, lecz Lydia
nie była sobą. Utrata bliskiej osoby, nie była łatwa, szczególnie gdy traciło
się dwie osoby w bardzo krótkim czasie.
Dziewczyna pewnie
siedziałaby tak w swoim pokoju jeszcze przez długi czas, gdyby nie dziwne
poruszenie firan w oknie. Zmrużyła oczy i ujrzała coś niemożliwego. Była gotów
zerwać się z łóżka z radości, lecz uświadomiła sobie, że to, co widzi nie jest
niemożliwe, lecz nadnaturalne.
Stał przed nią
duch Stilesa. Miał na sobie swoją ulubioną flanelową koszulę w
czerwono-niebieską kratę i zwykłe jeansy. Wyglądał jak w każdy inny dzień. I
tak prawdziwie. Jednak było coś innego. Wydawał się przezroczysty, jego skóra
była szara i cienka, a pod nią nie było widać żadnych żył czy tętnic. Jego oczy
znowu wyglądały jak u Nogistune - podkrążone, zaczerwienione i puste. Ale
patrzył się na nią. Intensywnie. Dziewczyna czuła, że ten wzrok wypala w jej
duszy dziurę. Bo było to spojrzenie kogoś martwego. Jego twarz nie wyrażała
żadnych emocji, była jak wyryta w kamieniu.
Ale Lydia mogłaby
się założyć, że gdyby teraz wstała, mogłaby go dotknąć. Bardzo tego chciała.
Lecz czuła, jak umierał. Czuła jak bardzo cierpiał. Czuła to, co on czuł.
Pamiętała ostatnie uderzenie serca, jakby była tam przy nim. Nie mogła się
mylić.
Nagle postać
chłopaka zniknęła za oknem i powędrowała na trawnik. Lydia doskoczyła do szyby
i widziała, jak widmo znika za drzewami.
-Czekaj… -
szepnęła niepewnym głosem. Nawet jeśli był to sen, musiała się dowiedzieć. To
była jej szansa.
Otworzyła okno,
wyszła na podwórko i pobiegła boso po leśnej ściółce za nim. Cały czas krzyczała
jego imię. Pragnęła, by jej odpowiedział. Potrzebowała usłyszeć jego głos
jeszcze raz.
-
Gdy zaczęli
zbliżać się do celu, dziewczyna usłyszała szepty. Mnóstwo szeptów. Nigdy
wcześniej nie słyszała aż tylu na raz. Otaczały ja z każdej strony, ale jeden
był wyjątkowo głośny. Mówił jej imię. Ponaglał ją.
Lydia zorientowała
się, że straciła Stilesa z oczu, lecz już wiedziała, gdzie się kierują i
pobiegła w tamtą stronę.
Byli na cmentarzu.
Dziewczyna
wyciszyła wszystkie głosy oprócz jego i skupiła się na odszukaniu jego widma.
Stał kilka rzędów dalej. Lydia znała to miejsce. Widywała je codziennie, ale
teraz wyglądało inaczej.
Wielka, pusta
dziura w ziemi. Wokół świeża ziemia i rozrzucone kwiaty. A nad tym wszystkim górowała
srebrna tabliczka:
Ku Pamięci
Celestine Allison
Argent
Córki I
Przyjaciółki
Niech Spoczywa W
Pokoju
Gdy wcześniej
dziewczyna odwiedzała to miejsce, czuła przeraźliwy smutek i żal. Tym razem
była spokojna. Coś się zmieniło.
Lydia dołączyła do
Stilesa i spojrzała w dół. Jak podejrzewała, w środku nie było trumny. Tylko
pustka i biały skrawek papieru.
Dziewczyna
zwróciła wzrok na chłopaka w poszukiwaniu odpowiedzi. Zaskoczona zauważyła, że
jego twarz odzyskała kolor, a oczy blask. Uśmiechał się do niej, jakby zaraz
miał opowiedzieć jeden ze swoich żartów, które zawsze tak ją bawiły, ale nigdy
się nie przyznawała. Jej serce zaczęło bić szybciej, bo nagle wróciła do niej
nadzieja. Beznadziejna, płonna nadzieja.
Jednak Lydia
uczepiła się jej i nawet gdy duch Stilesa powoli rozmył się w powietrzu, ten
mały płomyk został schowany w jej sercu, na przechowanie. I mimo że nie była
jeszcze gotowa na jego odejście, czuła, że znów się spotkają.
Po zniknięciu
widma dziewczyna wiedziała, że chodziło mu o kartkę, leżącą w grobie. Więc
zazwyczaj dbająca o paznokcie i wygląd Lydia zeskoczyła łagodnie do dołu, aby
dowiedzieć się więcej.
Był to
postrzępiony kawałek papieru z krótką wiadomością napisaną krzywym pismem
Stilesa, która brzmiała następująco:
Wszystko naprawiłem.
Teraz będzie tak, jak powinno być. Beze mnie, ale z nią.
Tato, mam nadzieję, że mi wybaczysz.
Scott, nie martw się i nie zmarnuj tego.
Lydio, przepraszam, że zajęło mi to tyle czasu.
Allison, przepraszam, że wszystko zepsułem. Ale teraz jest już dobrze.
Kochałem was wszystkich. Do zobaczenia.
Pamiętajcie, że Beacon Hills nie jest jeszcze bezpieczne.
Stiles
Wiedziała już, co
się zdarzyło. Przeraziło ją to. Bo mimo że odzyskała przyjaciółkę, straciła
przyjaciela. I może kogoś więcej. Chciałaby uwierzyć, że nie spodziewała się
tego. Ale widziała cierpienie Stilesa po tym, jak Nogistune przestało nad nim
panować. Widziała, że chłopak zatraca się w sobie jeszcze bardziej. Widziała
jego pokrwawione kłykcie.
Była dobra w
odczytywaniu ludzi. Stiles był szczególnie łatwy, nie krył się. Nie przed nią.
Gdyby tylko
wiedziała, że potrzebuje natychmiastowej pomocy. Lecz jej własny ból, sprawił,
że nie umiała go wesprzeć. Gdyby tylko…
Jednak
ziarenko nadziei trzymało się jej mocno. Bo tak, jak napisał chłopak - to nie
był jeszcze koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz