niedziela, 12 marca 2017

część III

Tej nocy spał spokojnie, co nie zdarzało mu się, odkąd chłopak powiedział mu o wszystkim. Jego zawód wymagał ciągłej czujności, więc ta wiedza pomogła mu w wielu rzeczach. Od tamtej pory patrzył na wszystko inaczej, również na niego. Zastanawiał się, kiedy te informacje na trwałe utkną mu w pamięci jako prawdziwe, nie zmyślone. Gdyby wziął mniej tabletek nasennych, może usłyszałby, że chłopak wychodził w nocy i nigdy nie wrócił. Że zamiast niego przyszła ona. Może wtedy mógłby go powstrzymać. Może wtedy wiedziałby, że dziś miał być ten dzień, w którym uwierzy i jednocześnie straci wszelką nadzieję.
Zapukał do jego drzwi i odruchowo je otworzył. Nie było go w nim, za to na podłodze spała ona. Ubrana w piżamę, z rozwianymi włosami w kolorze truskawkowego blond. Ukucnął obok niej i potrząsł jej ramię. Od razu się obudziła. Spojrzała na niego zapuchniętymi oczami. Wyglądała jakby o coś prosiła. Nie o pomoc dla niego, nic by to nie dało. Było za późno. Dla niej również. To było błaganie o milczenie, jednak mężczyzna go nie zrozumiał.
-Co się stało? – zapytał, lecz ona tylko pokręciła głową, zacisnęła usta, a do jej oczu napłynęły łzy. Chwycił ją za ramiona i czekał, aż się uspokoi. Tak się nie stało, więc spróbował znowu, wskazując głową na puste łóżko. – Chodzi o niego?
Tym razem dziewczyna po prostu wybuchła płaczem, cichszym od każdego innego. Mężczyzna wziął to za potwierdzenie. Nie miał wątpliwości, że stało się coś strasznego. Inaczej nie byłoby tu jej. Tej, która wyczuwa śmierć.
Sprowadził dziewczynę na dół, posadził na kanapie i postawił przed nią szklankę wody. Następnie poszedł zadzwonić do jedynej osoby, która mogłaby coś wiedzieć lub pomóc. Niestety włączyła się poczta głosowa. Postanowił i tak powiadomić chłopaka o tym, co się stało.


-Scott, stało się coś złego. Stilesa nie ma, a Lydia była w jego pokoju, zapłakana. Nie odzywa się. Scott, zadzwoń lub przyjedź tu jak najszybciej.

-

Tym razem po przebudzeniu czuła się dobrze. Nie była obolała czy sztywna. Jej oddech był wyrównany tak samo, jak bicie serca. Jej organizm znowu nauczył się żyć.
Gdy oczy przyzwyczaiły się do światła wypływającego z jarzeniówek, wiszących nad metalowym stołem, na którym leżała, spostrzegła chłopaka, śpiącego na krześle. To był ten sam chłopak, którego widziała w lesie. Dziewczyna doszła do wniosku, że musiał ją tutaj przynieść po tym, jak zemdlała. Nagle jego twarz wykrzywił grymas bólu. Wydawało jej się, że musi on przeżywać coś strasznego w swoim śnie i zrobiło jej się go żal. Jakaś część jej, dawna, pragnęła go uspokoić, lecz jeszcze inna martwiła się intencjami chłopaka. Pokój, w którym się znajdowali, napawał ją niepokojem. Instynkt, który kiedyś do niej należał, odezwał się i postanowiła opuścić budynek, zostawiając dziwnego chłopaka samego.
Wstała, zachwiawszy się lekko i ostrożnie podeszła do drzwi. Na szczęście były otwarte. Otworzyła je delikatnie tak, żeby nie wydały żadnego dźwięku. Nie chciała go budzić.
Asfalt był zimny i drażnił jej wrażliwe stopy. To miejsce wyglądało jak zaułek, ale nic nie mogło jej powstrzymać przed ucieczką. Dawniej umiała sobie poradzić ze wszystkim. Jej duch był silny, lecz zawsze miała słabość do niego.
*
Usłyszał ją, gdy otwierała drzwi. Postanowiła uciec, a on nie mógł jej na to już nigdy pozwolić. Raz ją opuścił i przez ostatni miesiąc nosił w sercu ciężar tej decyzji. Nigdy więcej.
Wyszedł za nią na parking i przypatrywał się jak próbowała rozeznać się w terenie. Nagle zdał sobie sprawę, że wygląda na osobę, która nie wie gdzie się znalazła. Co oznaczało, że ona nie pamięta.
Nie pamiętała, że jest przed kliniką weterynaryjną Deatona.
Jak wielu rzeczy nie pamiętała? Scott postanowił, że łatwiej będzie ją o to zapytać.
-Allison? – zawołał do jej pleców. Od razu się odwróciła. Jej niedawno zapchane uszy, tym razem usłyszały go doskonale.
Dziewczyna zmarszczyła brwi i zaczęła się wycofywać. Serce Scotta pompowało krew bardzo szybko, ale wiedział, że musi zachować spokój, inaczej ją przestraszy.
Rozważał słowa, które powinien do niej powiedzieć, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Myślał, że już nigdy nie dane mu będzie z nią rozmawiać, więc teraz nie miał słów idealnych na ten sen. W końcu zaczął, nim dziewczyna zdążyła uciec.
-Allison, rozumiem, że nic nie pamiętasz, ale ja mogę ci pomóc. Znam cię, to znaczy znałem. – Dziewczyna zatrzymała się, lecz nadal patrzyła na niego ze strachem w oczach. – Daj mi jeszcze jedną szansę. Zaufaj mi.
Dziewczyna wzdrygnęła się, Te słowa na nią podziałały. Zbliżyła się do chłopaka na bezpieczną odległość i zapytała:
-Będę tego żałować?
Gdy nieświadomie, prawdopodobnie przez podświadomość, użyła ponownie tych słów, grunt usunął się spod nóg Scotta. Zrozumiał, że ją odzyskał. I tym razem miał dla niej lepszą odpowiedź.
-Nie pozwolę na to. – Zadeklarował i weszli z powrotem do kliniki.
-
Gdy Allison usiadła na krześle, a Scott umiejscowił się na miejscu naprzeciwko niej, zapanowała grobowa cisza.
Dziewczyna, zmieszana, wpatrywała się w podłogę. Nie była pewna, o co mogłaby zapytać. Ten chłopak ją znał, a ona jego nie, Przynajmniej nie pamiętała go. Gdy na niego patrzyła widziała tylko zagrożenie, a on widział w niej coś więcej. Kogoś więcej.
Scott za to w końcu zdołał oderwać od niej wzrok. Teraz już wierzył, że była tu z nim. Może nie do końca ona, ale musiała sobie tylko przypomnieć. A on miał zamiar jej w tym pomóc.
-Mam na imię Scott – zaczął. Dziewczyna podskoczyła, gdy usłyszała to imię, lecz zwróciła oczy ku chłopakowi, ponieważ poczuła też ciepło. I gdy tym razem mu się przyjrzała, nie widziała w nim tylko niebezpieczeństwa. Cała jego postawa promieniowała dobrem i miłością. Sposób, w jaki na nią patrzył – z niedowierzeniem i podziwem. I to, że za każdym razem, jak to robił, serce zaczynało mu bić szybciej. Sposób, w jaki spuszczał co chwilę głowę, jakby także był zmieszany i zawstydzony. Oraz sposób, w jaki patrzył na swoje dłonie, gdy co chwilę wykręcał palce – ze złością, ale nie skierowaną do niej, lecz do samego siebie.
Postanowiła, że przestanie się bać.
-Allison – powtórzyła słowo, którym on się do niej zwracał. Założyła, że to jej imię. Scott znowu podniósł głowę i zdaje się, że uśmiechnął się lekko.
-Może zacznę od samego początku? – zapytał z nadzieją. Dziewczyna kiwnęła głową, a chłopak zaczął historię – długą, tragiczną, ale też piękną.
-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz