Tej nocy spał spokojnie, co nie
zdarzało mu się, odkąd chłopak powiedział mu o wszystkim. Jego zawód wymagał
ciągłej czujności, więc ta wiedza pomogła mu w wielu rzeczach. Od tamtej pory
patrzył na wszystko inaczej, również na niego. Zastanawiał się, kiedy te
informacje na trwałe utkną mu w pamięci jako prawdziwe, nie zmyślone. Gdyby
wziął mniej tabletek nasennych, może usłyszałby, że chłopak wychodził w nocy i
nigdy nie wrócił. Że zamiast niego przyszła ona. Może wtedy mógłby go
powstrzymać. Może wtedy wiedziałby, że dziś miał być ten dzień, w którym
uwierzy i jednocześnie straci wszelką nadzieję.
Zapukał do jego drzwi i odruchowo je
otworzył. Nie było go w nim, za to na podłodze spała ona. Ubrana w piżamę, z
rozwianymi włosami w kolorze truskawkowego blond. Ukucnął obok niej i potrząsł
jej ramię. Od razu się obudziła. Spojrzała na niego zapuchniętymi oczami.
Wyglądała jakby o coś prosiła. Nie o pomoc dla niego, nic by to nie dało. Było
za późno. Dla niej również. To było błaganie o milczenie, jednak mężczyzna go
nie zrozumiał.
-Co się stało? – zapytał, lecz ona
tylko pokręciła głową, zacisnęła usta, a do jej oczu napłynęły łzy. Chwycił ją
za ramiona i czekał, aż się uspokoi. Tak się nie stało, więc spróbował znowu, wskazując
głową na puste łóżko. – Chodzi o niego?
Tym razem dziewczyna po prostu
wybuchła płaczem, cichszym od każdego innego. Mężczyzna wziął to za
potwierdzenie. Nie miał wątpliwości, że stało się coś strasznego. Inaczej nie
byłoby tu jej. Tej, która wyczuwa śmierć.
Sprowadził dziewczynę na dół, posadził
na kanapie i postawił przed nią szklankę wody. Następnie poszedł zadzwonić do
jedynej osoby, która mogłaby coś wiedzieć lub pomóc. Niestety włączyła się
poczta głosowa. Postanowił i tak powiadomić chłopaka o tym, co się stało.
-Scott, stało się coś złego. Stilesa
nie ma, a Lydia była w jego pokoju, zapłakana. Nie odzywa się. Scott, zadzwoń
lub przyjedź tu jak najszybciej.
-
Tym razem po
przebudzeniu czuła się dobrze. Nie była obolała czy sztywna. Jej oddech był
wyrównany tak samo, jak bicie serca. Jej organizm znowu nauczył się żyć.
Gdy oczy
przyzwyczaiły się do światła wypływającego z jarzeniówek, wiszących nad
metalowym stołem, na którym leżała, spostrzegła chłopaka, śpiącego na krześle.
To był ten sam chłopak, którego widziała w lesie. Dziewczyna doszła do wniosku,
że musiał ją tutaj przynieść po tym, jak zemdlała. Nagle jego twarz wykrzywił
grymas bólu. Wydawało jej się, że musi on przeżywać coś strasznego w swoim śnie
i zrobiło jej się go żal. Jakaś część jej, dawna, pragnęła go uspokoić, lecz
jeszcze inna martwiła się intencjami chłopaka. Pokój, w którym się znajdowali,
napawał ją niepokojem. Instynkt, który kiedyś do niej należał, odezwał się i
postanowiła opuścić budynek, zostawiając dziwnego chłopaka samego.
Wstała,
zachwiawszy się lekko i ostrożnie podeszła do drzwi. Na szczęście były otwarte.
Otworzyła je delikatnie tak, żeby nie wydały żadnego dźwięku. Nie chciała go
budzić.
Asfalt był zimny i
drażnił jej wrażliwe stopy. To miejsce wyglądało jak zaułek, ale nic nie mogło
jej powstrzymać przed ucieczką. Dawniej umiała sobie poradzić ze wszystkim. Jej
duch był silny, lecz zawsze miała słabość do niego.
*
Usłyszał ją, gdy
otwierała drzwi. Postanowiła uciec, a on nie mógł jej na to już nigdy pozwolić.
Raz ją opuścił i przez ostatni miesiąc nosił w sercu ciężar tej decyzji. Nigdy
więcej.
Wyszedł za nią na
parking i przypatrywał się jak próbowała rozeznać się w terenie. Nagle zdał
sobie sprawę, że wygląda na osobę, która nie wie gdzie się znalazła. Co
oznaczało, że ona nie pamięta.
Nie pamiętała, że
jest przed kliniką weterynaryjną Deatona.
Jak wielu rzeczy
nie pamiętała? Scott postanowił, że łatwiej będzie ją o to zapytać.
-Allison? –
zawołał do jej pleców. Od razu się odwróciła. Jej niedawno zapchane uszy, tym
razem usłyszały go doskonale.
Dziewczyna
zmarszczyła brwi i zaczęła się wycofywać. Serce Scotta pompowało krew bardzo
szybko, ale wiedział, że musi zachować spokój, inaczej ją przestraszy.
Rozważał słowa,
które powinien do niej powiedzieć, ale nic nie przychodziło mu do głowy.
Myślał, że już nigdy nie dane mu będzie z nią rozmawiać, więc teraz nie miał
słów idealnych na ten sen. W końcu zaczął, nim dziewczyna zdążyła uciec.
-Allison,
rozumiem, że nic nie pamiętasz, ale ja mogę ci pomóc. Znam cię, to znaczy
znałem. – Dziewczyna zatrzymała się, lecz nadal patrzyła na niego ze strachem w
oczach. – Daj mi jeszcze jedną szansę. Zaufaj mi.
Dziewczyna
wzdrygnęła się, Te słowa na nią podziałały. Zbliżyła się do chłopaka na
bezpieczną odległość i zapytała:
-Będę tego
żałować?
Gdy nieświadomie,
prawdopodobnie przez podświadomość, użyła ponownie tych słów, grunt usunął się
spod nóg Scotta. Zrozumiał, że ją odzyskał. I tym razem miał dla niej lepszą
odpowiedź.
-Nie pozwolę na
to. – Zadeklarował i weszli z powrotem do kliniki.
-
Gdy Allison
usiadła na krześle, a Scott umiejscowił się na miejscu naprzeciwko niej,
zapanowała grobowa cisza.
Dziewczyna,
zmieszana, wpatrywała się w podłogę. Nie była pewna, o co mogłaby zapytać. Ten
chłopak ją znał, a ona jego nie, Przynajmniej nie pamiętała go. Gdy na niego
patrzyła widziała tylko zagrożenie, a on widział w niej coś więcej. Kogoś
więcej.
Scott za to w
końcu zdołał oderwać od niej wzrok. Teraz już wierzył, że była tu z nim. Może
nie do końca ona, ale musiała sobie tylko przypomnieć. A on miał zamiar jej w
tym pomóc.
-Mam na imię Scott
– zaczął. Dziewczyna podskoczyła, gdy usłyszała to imię, lecz zwróciła oczy ku
chłopakowi, ponieważ poczuła też ciepło. I gdy tym razem mu się przyjrzała, nie
widziała w nim tylko niebezpieczeństwa. Cała jego postawa promieniowała dobrem
i miłością. Sposób, w jaki na nią patrzył – z niedowierzeniem i podziwem. I to,
że za każdym razem, jak to robił, serce zaczynało mu bić szybciej. Sposób, w
jaki spuszczał co chwilę głowę, jakby także był zmieszany i zawstydzony. Oraz
sposób, w jaki patrzył na swoje dłonie, gdy co chwilę wykręcał palce – ze
złością, ale nie skierowaną do niej, lecz do samego siebie.
Postanowiła, że
przestanie się bać.
-Allison –
powtórzyła słowo, którym on się do niej zwracał. Założyła, że to jej imię.
Scott znowu podniósł głowę i zdaje się, że uśmiechnął się lekko.
-Może zacznę od
samego początku? – zapytał z nadzieją. Dziewczyna kiwnęła głową, a chłopak
zaczął historię – długą, tragiczną, ale też piękną.
-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz