czwartek, 2 marca 2017

część I


Obudziła się, jeszcze zanim to się stało. Już wiedziała, że zaraz się to wydarzy, ale nie była na to przygotowana. Strach sparaliżował całe jej ciało, lecz jej jedyna broń pozostała nietknięta. Gdyby tylko mogła zmienić to, co się zdarzyło. Ale nie mogła. Siedziała na łóżku. Bezbronna. Samotna. I gotowa by krzyczeć.
A potem to się stało. Nie była zszokowana, lecz zdruzgotana. Łzy zalały jej twarz tak, że nie mogła nic dostrzec, a z jej gardła wydobył się najpotworniejszy krzyk, który rozerwał jej struny głosowe i dotarł do uszu całego miasta.
*
Stała pośrodku ciemnego lasu. Jej bose stopy zagłębiały się w mokrej trawie. O dziwo, nie czuła zimna, które przedarłoby się przez nawet najgrubsze okrycie. Od dawna nie zaznała ciepła na skórze. Znała tylko okropne zimno. Jedynie mroźny wiatr, który przewijał się pomiędzy materiałem jej luźnej czarnej sukienki, sprawiał, że nie mogła ustać. Minęło dużo czasu odkąd niepokoiło ją coś innego od niskiej temperatury.
Gdy ciemności spowijające jej mózg, odeszły, zostawiając pustkę, rozchyliła lekko zaklejone powieki. Tysiące małych szpilek wkuły się w jej gałkę oczną, powodując, że spróbowała jeszcze raz. Otworzyła szeroko oczy, a po jej trupiobladych policzkach słynęły łzy, które czekały na wypuszczenie od miesiąca. Rozejrzała się wokół siebie, lecz jej wzrok nie przystosował się jeszcze do mroku.
Następnie przypomniało jej się, że musi oddychać. Głęboko zaczerpnęła pierwszą dawkę lodowatego powietrza przez nozdrza, które wpadło do zapadniętych płuc. Organy wypełniły się powoli, co przypominało podnoszenie ogromnych brył z kamienia. Bolało, ale nie pamiętała już, jak to jest, kiedy nie boli.
Nim zdążyła o tym pomyśleć, jej uszy się odetkały i usłyszała wiatr pędzący między koronami drzew oraz odgłos nocnych ptaków.
Podniosła ręce do twarzy i opuszkami palców dotknęła spierzchniętych ust. Rozchyliła je, powodując pęknięcie warg w kilku miejscach, na których utworzyły się bąbelki krwi. Jej ostatni oddech nareszcie opuścił jej ciało i poszybował ku gwiazdom.
Teraz żyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz